Wpisy
Spacerując po targu po prostu nie można oprzeć się tej ferii kolorów, która atakuje z każdej strony. Tym razem dopadły mnie buraki i piękna botwinka. Z większości przygotowałam oczywiście pyszną zupę, natomiast reszta posłużyła do tej krwistej tarty. Przepis dość szybki (zwłaszcza jeśli w lodówce zalega Wam ugotowany burak), w efekcie którego mamy smakowity i sycący obiad. Polecam fanom buraczanych pyszności :)
Składniki:
Piekarnik rozgrzać do temperatury 200°C.
Ciasto francuskie rozwinąć i rozłożyć w formie. Buraka pokroić w średniej grubości plastry i rozłożyć równomiernie na cieście. Botwinę pokroić na kawałki mniej więcej centymetrowej długości, liście nieco drobniej. Następnie rozłożyć równomiernie na burakach. W innym naczyniu wymieszać dokładnie śmietanę z jajkiem i doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Mieszanką zalać zawartość formy.
Wstawić do rozgrzanego piekarnika i piec, aż ciasto mocno się zarumieni, a wierzch tarty będzie ścięty, ale jednocześnie zachowa jędrność. Podawać na ciepło, najlepiej z jakąś pyszną sałatką. Doskonale smakuje też podczas pikniku pod gołym niebem :D
Smacznego!

Jako, że tarta podzielona na kawałki zajmuje niewiele miejsca i doskonale mieści się w piknikowym koszu, przepis dołączam do trwającej właśnie, piknikowej akcji:
Wreszcie coś słodkiego - wiem, że czekaliście :) Ten deser, to po prostu jakiś obłęd... jest delikatny, puszysty i cytrynowo-orzeźwiający. W trakcie pieczenia pachniało tak, że nie pozwoliliśmy ciastu solidnie wystygnąć. Mówiąc krótko: pałaszowaliśmy jeszcze na gorąco, a deser wprost rozpływał się w ustach. Nie ma co więcej pisać - po prostu musicie spróbować!
Przepis podaję za Ale Babką, u której ów cudo znalazłam :)
Składniki na ciasto:
Wszystkie składniki połączyć i wyrobić, np. mikserem. Ciastem wylepić formę do pieczenia (23x35 cm). Odstawić do lodówki na 30 min. Następnie ponakłuwać ciasto widelcem i podpiekać przez 20-25 min. w 175°C.
Składniki na masę cytrynową:
Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, a na samym końcu żółtka. Następnie dodać mąkę, skórkę z cytryny oraz sok. Masę wyłożyć na podpieczone ciasto. Piec ok 30 min. w 160°C.
Ciepłe ciasto posypać cukrem pudrem.
Jeśli komuś uda się wstrzymać z jedzeniem do całkowitego ostygnięcia ciasta - dajcie znać :D
Smacznego!
Lubicie bułki? Na pewno. My także. Dlatego dziś nie chleb, ale właśnie bułeczki. Mój mąż uznał je za najlepsze, jakie do tej pory upiekłam. Jeśli chodzi o mnie, to rzeczywiście były smaczne i długo utrzymywały świeżość, ale nadal poszukuję tego smaku "idealnego". Przepis znalazłam na Domowych Wypiekach. Jako element od siebie wybrałam dodatek posiekanych oliwek. Dodałam je do połowy bułeczek, które dzięki temu smakowały jeszcze lepiej.
Składniki (na 6 do 8 bułek):
Cukier, połowę ilości wody i drożdże umieścić w miseczce, wymieszać i odstawić na 10 min.
Do dużej miski wsypać mąkę, sól, wlać oliwę z oliwek i zaczyn. Wyrabiać ciasto, stopniowo dolewając wody. Wyrabianie ręczne zajmie około 20 minut. Ja korzystałam z miksera z końcówkami do zagniatania - trwało to 10 minut. Uformować kulę, przełożyć do naoliwionej miski i odstawić do wyrośnięcia na 1,5-2 godziny.
Wyrośnięte ciasto przełożyć na blat posypany mąką, podzielić na 6-8 porcji. Każdą rozwałkować na owalny placek długości 15 cm. Tu można rozłożyć na nich oliwki. Zwijać od krótszego boku, przełożyć na blaszkę z papierem do pieczenia i zostawić na 40-45 minut w ciepłym miejscu.
Piekarnik rozgrzać do 220°C, bułeczki naciąć z wierzchu wzdłuż. Piec około 15-20 minut, aż się zarumienią.
Smacznego!
Miała być koperkowa, ale wczoraj wróciłam do domu z pęczkiem pysznych, bardzo świeżych rzodkiewek. Miała być zupa krem, bo takie przepisy na wykorzystanie liści rzodkiewki znalazłam w sieci. Ale kiedy do bulionu wrzuciłam te zielone strzępki, natychmiast zmieniłam zdanie. Z szafki wyciągnęłam makaron sojowy, suszone chili, sos rybny, sojowy i trochę czosnku. Mój instynkt mnie nie zawiódł - zupa wyszła pyszna. PYSZNA! Z dokładnie taką azjatycką nutą, jaką kocham najbardziej. Jeśli następnym razem przyjdzie Wam do głowy wyrzucić liście, które odetniecie od rzodkiewek, stanowczo Wam tego zabraniam. Wrzućcie je do garnka, dodajcie kilka składników i cieszcie się ich wyjątkowym smakiem. A jeśli nie wierzycie, że liście rzodkiewek nadają się do jedzenia, odsyłam Was do lektury :)
Składniki:
Do wrzącego bulionu dodać dokładnie umyte i posiekane liście rzodkiewki. Dosypać chili, a czosnek przepuścić przez praskę i także dodać do zupy. Doprawić solidnym chlustem sosu sojowego oraz rybnego. Na koniec dodać do zupy drobny makaron sojowy. Poczekać, aż zmięknie i zajadać!
Smacznego!
Po ostatnim maratonie pieczywa, który de facto jeszcze się nie zakończył, dziś pora na coś nieco bardziej słodkiego. Od jakiegoś czasu na kuchennej półce stało masło orzechowe - zaczęte, ale jakoś nie znalazł się chętny, by wygrzebać zawartość słoika do końca. A smak na ciastka z masłem orzechowym chodził za mną już od jakiegoś czasu. I wiecie co? W tej formie masło orzechowe odpowiada mi dużo bardziej, niż jako krem ze słoika. Ciacha są po prostu rewelacyjne! Już planuję zakup kolejnego słoika masła, tym razem już nie w wersji smooth, ale z kawałeczkami orzechów. Myślę, że wyjdą równie cudowne, o ile nie lepsze. Przepis znalazłam u KASI, ale w swojej wersji zmniejszyłam ilość cukru.
Składniki (wyszło mi 30 ciasteczek):
Masło utrzeć z cukrem, aż stanie się puszyste. Dodać masło orzechowe i miksować ok. 5 minut. Dodać jajko i mieszać przez jeszcze ok. 2 minuty. Mąkę wymieszać z sodą i dodać do masy maślanej. Zagnieść ciasto - w tym celu wymieniłam końcówki miksera z tych do ubijania, na końcówki do zagniatania ciasta. W razie potrzeby dodać więcej mąki - ciasto nie powinno kleić się do rąk.
Z masy formować niewielkie kulki (nieco mniejsze od orzecha włoskiego) i obtaczać je w cukrze. Kuleczki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w 180°C przez ok 10-15 minut.
Smacznego!

Ciasteczka polecam oczywiście na zbliżającą się Majówkę! Są zwarte, więc przeżyją długą wędrówkę wciśnięte w najwęższą kieszeń plecaka, a masło orzechowe doda Wam mnóstwa energii. Tym samym dołączam przepis do majówkowej akcji kulinarnej:
Kolejny przepis z mojej "Wielkiej ilustrowanej encyklopedii domowych wypieków". W oryginale z dzikim ryżem, u mnie ze zwykłym białym, którego już do wypieku chlebów używałam. Co mogę powiedzieć o tym bochenku? Jest wilgotny, ma chrupiącą skórkę, a słodki i słony smak doskonale się równoważą. Kolejne pieczywo, które mogę Wam polecić z czystym sumieniem. Podobnie, jak większość chlebków, wyrabiałam go w wypiekaczu, ale piekłam już tradycyjnie, w formie w piekarniku - tak moim zdaniem smakuje najlepiej.
Składniki:
Ryż ugotować we wrzątku, odcedzić i wystudzić.
Do formy wypiekacza wlać wodę i olej. Płyny posypać obiema mąkami, polentą, płatkami i mlekiem w proszku - tak, by sypkie produkty w całości pokryły wodę z olejem. Miód oraz sól umieścić w osobnych rogach formy. Na środku zrobić niewielkie wgłębienie, do którego wsypać drożdże - tak, by nie dotknęły płynu. Nastawić wypiekacz na program dough. Ryż dodać po usłyszeniu brzęczyka lub na 5 minut przez zakończeniem wyrabiania ciasta.
Formę (13 x 23 cm) wysmarować masłem. Zagniecione ciasto wyjąć z formy wypiekacza i podzielić na 6 kawałków. Z każdego uformować mały bochenek, a następnie ułożyć wszystkie obok siebie w formie.
Przykryć lekko natłuszczoną folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce na około 30-45 minut, aby bochenek wyrósł. Piekarnik rozgrzać do 220°C. Po wyrośnięciu wstawić chleb do pieca i pozostawić go tam na ok. 30-35 minut. Po upieczeniu wystudzić go na metalowej kratce.
Smacznego!
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 |